2019-12-08     Delfiny, Marii, Wirginiusza        
Strona główna -> Literatura Krystyny-Kulej

Krystyna KULEJ (z domu Dulak)

 - urodzona w Piwnicznej na pograniczu polsko-słowacko-łemkowskim. Poetka (tworząca również w gwarze nadpopradzkiej), twórczyni portalu językowego: www.lingvasos.pl  publicystka drukująca w czasopismach: ,,Znad Popradu",  ,,Głos Nadpopradzia", ,,Sądeczanin", ,,Pola Esperantisto" i w emigracyjnych: ,,Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza", i ,,Tydzień Polski", Pamiętnik Literacki. W roku 1967 ukończyła Technikum Ekonomiczne w Nowym Sączu. Do 1970 studiowała w Wyższym Studium Języków Obcych przy Uniwersytecie Warszawskim. W 1970 zawiera związek małżeński i osiada w Wielkiej Brytanii. Od 1974 pracuje na londyńskim lotnisku Heathrow w firmach: Skyways Cargo Airlines, Panamerican Airways (PANAM), Polskie Linie Lotnicze (LOT), od 1985 British Airports Authority (BAA) jako pracownik służby bezpieczeństwa (Security), a następnie informacji.

Opublikowała tomiki wierszy: Nadpopradzie (Warszawa: Iskry 1985, wstęp Jala* Kurka; reedycja: Nowy Sącz: Civitas Christiana 2001), Skoszony czas (Kraków: Wydawnictwo ,,Beskid" 2004, wstęp: Ogródek Krystyny Wandy Łomnickiej-Dulak, Posłowie Stanisława Stanucha), Tęcza w bursztynie (Rzeszów: Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu 2009).

Tomik wierszy (polsko-esperancki) Jarzębinowe lato - Flamanta somero (2010)            

TRAVEL SOS - ENGLISH - GERMAN - ITALIAN - SPANISH - POLISH - RUSSIAN (2012)

TRAVEL SOS W 7 JĘZYKACH - ANGIELSKI-PORTUGALSKI-WŁOSKI-HISZPAŃSKI-POLSKI-  ROSYJSKI

Wiersze Krystyny Dulak-Kulej tłumaczone są na języki: słowacki, łemkowski i esperanto. Jej poezja wchodzi do licznych antologii, m.in.: W liliowej ciszy, Moja radość pisania i do almanachu Niepoliczalne obłoki piękna. Kilkukrotna laureatka Ogólnopolskich Konkursów Literackich, m.i.: w Nowym Sączu (,,O Podegrodzki Ciosek"), w Starym Sączu (,,Witraż poetycki"), w Białym Dunajcu (Festiwal Papieski), w Piwnicznej Zdroju (,,Sen o Karpatach"). Otrzymała również nagrody: Literacką Młodych im.Stanisława Piętaka (1985),        konkursu na wspomnienia emigracyjne drukowane w londyńskim ,,Tygodniu Polskim" (2001)  i ,,Shining Star" (Błyszcząca gwiazda 2008) - sponsorowana przez BAA pokonkursowa nagroda za pracę społeczną: projekt ,,Dobre słowo - Lingva SOS" (wielojęzyczna pomoc dla unijnych migrantów).
Członkini Grupy [dawniej Klubu] Literackiej ,,Sądecczyzna". Od roku 2000 członkini Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, od 2010 - członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich za Granicą (z siedzibą w Londynie). www.sppzg.com

W  2013 opublikowała Serce na ...medal   (liryki - język literacki),  pamięci Jerzego Kuleja (1940-20120

 W  2016 wydała  TRAVEL SOS:  English - PORTUGUESE - Italian - Spanish -  German -  Polish - Russian (na Olimpiadę 2016 RIO DE JANEIRO) i ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY W KRAKOWIE 2016

2015 - SŁOWNIK JAGULINY - NASKIF ŁOJCÓW MOWA www.lingvasos.pl

 

W PRZYGOTOWANIU

Rozsypany kłos (liryki gwara/język literacki)

WSPOMNIENIA

Jagulina dzieciom (wiersze i gadki w gwarze i jęz.literackim)

Koszyk Jaguliny (opowiadania, felietony w gwarze),                                                                  Słownik Jaguliny = słownik gwary nadpopradzkiej (zamieszczony w wersji wstępnej na  stronie www.lingvasos.pl dział Literatura/Książki)

*Jala - wbrew przyjętej opinii imię to pierwotnie brzmiało Jan/Jasiu - sam Autor mówi o tym w ,,Okruchach...'' -  i odmienia się wg. tej formy. Zostało zmienione na Jalu przez dziecinną wymowę młodszego brata i utrzymane przez Autora z miłości do braciszka, który zmarł w dzieciństwie.

O twórczości Krystyny Kulej (Dulak-Kulej); Jalu Kurek, Zbigniew Siatkowski     Wanda Łomnicka-Dulak, Stanisław Stanuch

Jalu Kurek (wstęp do Nadpopradzia 1985) 

      W roku 1981 przysłała mi swoje wiersze ludowe - jako autorowi Księgi Tatr   - pani Krystyna Dulak z Londynu, góralka urodzona w Piwnicznej nad Popradem.

    Ujęła mnie z miejsca, wręcz urzekła - soczysta krzepa językowa, bujna obrazowość, oryginalność i uroda wyobraźni u nieznanej autorki. A więc start od razu dojrzały, można tu nawet mówić o wybitności. A przeleciały mi przez palce setki utworów góralskich, choćby w ciągu kilkuletniej praktyki jako jurora Sabałaowych Bajań w Poroninie czy innych folklorystycznych konkursów. Nic tutaj z ogranej piosenki ludowej, z pohukiwań juhasów, z nieporadnej tromtadracji, ale - żywy obraz codziennego życia wsi, malowany sprawnie, podbarwiony humorem, ironią, przyrodniczą mądrością.

   Wdałem się w korespondencję z poetką, która - osiadła od lat dwunastu w Anglii (1970) - pracuje na londyńskim lotnisku.  Jej poetycki dorobek powstały na obczyźnie wywiedziony jest niewątpliwie z nostalgii, która mu przydaje siły i ostrości widzenia.  Jak mocny musi być ciąg tej twórczej inspiracji, skoro pozwala autorce wymajaczyć gniazdo rodzinne z niespotykaną precyzją i bogactwem; odbija się w tych utworach nie tylko wieloraki trud gospodarskich obrządków, ale mentalność, obyczajowość, moralność człowieka wsi; tu również dokumentalne źródło dla etnografa i socjologa.

    Następnego roku któregoś letniego dnia zjawiła się u mnie autorka na parę godzin w Naprawie pod Rabką. Córka już powojennej historii, młoda kobieta, którą na obczyźnie poniosło natchnienie; elegancka stewardesa z szerokiego świata, która się nachyla nad żywobyciem wiejskim i nawiedzona setką języków jak apostołowie z Biblii wypowiada żarliwą prawdę swojego czasu, swojego dzieciństwa, swojej wczesnej młodości.

    Skoro mowa o języku - wyczuwa się z miejsca zadziwiający u debiutantki szeroki oddech języka, jego falowanie, jego wybuchowe rozchełstanie; odzywa się tu instynkt słowotwórczy, który wrodzony jest tylko niektórym poetom, tzw. słowiarzom; nie bez racji przywołam tu na pamięć leśmianowski klimat (baśniowość, balladowość, odkrywcze widzenie w drobiazgach, naderealistyczny krój przymiotnika).

    Wiersze utrzymane są w charakterze swoistej potoczystej epiki, ten gatunek zarzucony w poezji od lat, nawet w twórczości ludu, gdzie dominuje piosenka.  Ziemia i lud Nadpopradzia to obszar mitotwórczy autorki, arkadia, ziemia obiecana, raj utracony, czy jak się to tam jeszcze nazywa.  Tym właśnie stała się np. Naprawa dla mojego pisarstwa, stąd może tak blisko odczuwam te powinowatą twórczość z uwagi na jej pierworodne, liryczne, emocjonalne korzenie.                      

 Świadomie, (a szczęśliwie) zatrąca poetka o nutę plebejską przechodząc np. w jednym wierszu z mowy inteligenckiej w słownik regionalny; ten artystyczny kolaż wyraża może najdobitniej Norwidową ideę przchodzenia z ludowego w narodowe. Jest to bowiem poezja ludowa w całym i to najszlachetniejszym tego pojęcia znaczeniu.

Utwory odziane częściowo w gwarę (sądecką) są lekko stylizowane na pokrewną gwarę podhalańską, a to dla większej czytelności.  Wybaczcie poetce ten drobny zabieg stylistczny, który zasadniczo nie narusza samej materii literackiego tekstu.  Niech się językoznawcy nie kłócą na temat czystości, czy prawidłowości idiomu, ważna jest idea poetycka, która te formy ożywia. W praktyce przecież (to znaczy w życiu) nie istnieje ,,czysta'' gwara, to zabytek muzealny, który już jest skażony z chwilą wypowiedzi czy transkrypcji; a ta książka ma ambicje zbliżenia się ku ludziom. Nie operuje dialektem w prowincjonalnym, dzielnicowym wymiarze, albowiem gwara ludu nie polega na fonetycznym zniekształcaniu słownictwa, ona mieści w sobie odrębny ciąg językowego tworzywa, które poprzez region wzbogaca mowę narodu

    To jeszcze jeden przykład, jak bardzo wyobraźnia i słownik ludu porzeszają obieg literatury, przydając jej soków żywotnych i autentycznej siły.

    Z całą ufnością i przekonaniem rekomenduję tę pyszną, gęstą poezję ludową społeczności czytającej.

 

                                                                               Jalu Kurek

 

**********************************************************************************************************

O PEZJI KRYSTYNY DULAK - KULEJ

Prof. ZBIGNIEW SIATKOWSKI - WRZOSOWISKO POETYCKIE 2006

 

Prelegent urodzony gdzieś tam, byle gdzie, nie powinien czytać takiego ubogiego wiersza w samym sercu Piwnicznej przez szacunek dla języka, głównego narzędzia poezji przecież.

Wydało się gospodarzom, także mnie, by na parę minut monograficznych dzisiejszej imprezy wybrać poetkę tu nieobecną i wogóle rzadko, morze zbyt rzadko, z punktu widzenia interesów polskiej poezji, obecną tu. Ale nie tylko po to, by uhonorować jej blaski i zasługi. Sądzę, że tu ciekawsze, ważniejsze jest przyjrzeć się właśnie analitycznie, bezstronnie, pod nieobecność, przyjrzeć sie fenomenowi.

Krystyna Dulak jako poetka to fenomen z wielu powodów. Zacznijmy od najbardziej widomych, najbardziej uchwytnych. Wydała książkę ,,Nadpopradzie", wydała książkę, która od razu odbiła się szerokim echem. Piwniczańskie echa zazwyczaj odbijają się głównie w Piwnicznej, czasem docierają do Krynicy i o Starym Sączu słyszałem. Krystyna Dulak to złamała, nawet niewiele się wysilając. Jej wiersze złamały stereotyp za nią i w jej imieniu - otrzymała ogólnopolską, bardzo prestiżową nagrodę imienia Stanisława Piętaka. Ja z lubością podkreślam jaka to ważna nagroda bo oto w pierwszym rzędzie zasiada ważny konkurent Krystyny, Petro Murianka, też za swoją debiutancką, tak naprawdę debiutancką, choć trzecią z rzędu książkę, dostał tę nagrodę. Krystyna Dulak weszła do razu jako gotowy poeta do literatury, jako gotowy, wyrazisty, i za chwilę powiemy niewiele zmieniający się na przyszłość poeta. Co to za fenomen? To jest fenomen kogoś, kto nie ubiega się, nie początkuje, nie szczebluje, nie pyta o zdanie jak pisać. Przynosi swoje teksty, a całość sama się składa. Po czym Krystyna Dulak robi rzeczy, których nie zrobiłby ani żaden normalnie ambitny poeta, ani tym bardziej karierowicz. Przez 19 lat nie pisze nic, pozwala, by gdzieś tam, by jej wznowiono jej debiutancki tomik, co się ogromnie rzadko zdarza debiutanckim tomom poezji, ale tak miała Wisława Szymborska, tak miał Miron Białoszewski. I zanalazł się ktoś, kto dał jej ten zaszczyt, to wyróżnienie poetyckie, a ona nadal nic.

W 19 lat po tym włamującym sie w poezję debiucie, krystyna Dulak ogłasza drugą książkę. Ta druga książka jest równie samoswoja, zwolennicy powiedząrównie znakomita. Poetka się zmienia w niej niewiele. Z tych książek nic sie nie dowiemy jakie są mody, nic się nie dowiemy co się nosi na targowisku kraju dwustu konkursów, nic się nie dowiemy co sie czytuje i wychwala w dzisiejszych czasopismach literackich które, każe z nich ma z reguły więcej redaktorów niż czytelników....siedzi za Kanałem La Manche, czasami pozwala siebie chwalić w Polsce. Jak ma wolną chwilę, a na szczęście trochę ich ma ostatnio, pisuje prozą do lokalnej gazety pokazując, że Piwniczna, która jest nie tylko stolicą wrzosów, o czym kiedyś już mówiliśmy, i nie tylko stolicą góralskiej poezji, ma szanse być po prostu miastem tego pisania. I nie zjeżdża na takie wrzosowiska, a Pański sługa jest tu po raz piąty, Krystyna Dulak nigdy w życiu bezpośrednio nie widziałem. Co więcej można powiedzieć po prostu, że to baba z temperamentem, człowiek z charakterem. A niech państwo zwrócą uwagę, że my tu mówimy nie tylko o człowieku, ale o ważnej funkcji emanacyjnej tego człowieka, mianowicie o poezji.

Jest taka bardzo kochana przeze mnie anegdota na temat Mozarta, do którego przyszedł debiutant kompozytor, żeby mu mistrz poradził, jak napisać symfonię, jak to się robi, jak to się pisze. Mozart mu na to:

- No wie pan, może na początek coś łatwiejszego, może pan napisze sonatę.                                               

- Mistrzu, przecież pan pisywał symfonie, kiedy miał pan siedem lat.

- Ale ja sie nikogo nie pytałem, jak to sie robi

Poezja jest zarezerwowana dla tych, którzy nikogo się nie pytają.

To jest prawda olśniewająca, zdumiewająca i bardzo gorzka, bo to jest prawda przeciwko wszelkim konkursom.

Co robi, nic w tym celu nie robiąca Krystyna Dulak, żeby jej poezja była tak wybitna, jak jest, a równocześnie tak samo swoja jak jest. O tym wcale sporo napisano, bo ta która niewiele robi dla własnej chwały, tylko czasem pozwala się wychwalać, doczekała się kilku wnikliwych sensownych esejów na własną cześć; Jalu Kurek bardzo był sobą w tym co napisał o niej, stanisława Stanuch, jeden z najstaranniejszych, najładniejszych esejów literackich Stanucha na jej temat, i także pani, której recytacji i także wiele innych rzeczy zawdzięczam, napisała o Krystynie, swojej ćwierć krewnej coś, co jest bardzo podobne do Wandy Łomnickiej-Dulak i w ten sposób kwiaty jej składane powoli sumują bukiet wielu kwiatów, jeśli nie stu, pośród których jest i tamta, która nikogo nie pyta i przed nikim sie nie rozlicza. Pisze gwarą. Stanuch np. anlizował co to i dlaczego to pisze gwarą, ilu ludzi stykając się z zapewnieniem poezji pisanej gwarą mówią, że to wypada, że to język macierzysty, itd...., itd.

Tutaj każdy może wybrać swoją wersję z góry wyjaśniwszy, w moim przekonaniu, każda z tych wersji będzie niedoskonała, ponieważ poezja to nie tylko dowód osobisty, urodzonego wśród czarnych górali, zamieszkałego nad Popradem, poezja to wybór drogi, mianowicie wybór celów ku którym droga prowadzi i wybór środków możliwie najodpowiedniejszych. Trzeba zakładać, że dla niej, Krystyny Dulak, najodpowiedniejsza była ta gwara. Podglądacze wyjaśnili nam już dosyć dawno, że ta gwara popradzka, ta gwara tutejsza jest troszeńkę rozwodniona, a może wzbogacona gwarą podhalańską. Jakie szczęście, że nie jestem dialektologiem i nie muszę menzurkować tych proporcji, to jest tak jakby pytać Łemków w jakim stopniu ich łemkowski jest językiem Łemków, a w jakim stopniu polskiego i ukraińskiego wniesienia. Sami wiedzą, ponieważ sami ryzykują.

Rzecz w tym, że jak Krystyna Dulak bierze tę gwarę do swoich złotych poetyckich piór. Otóż ona pisze gwarą nie na miarę swojego dowodu osobistego, osobistego kwadracika na mapie. Ona pisze gwarą na miarę swojego temperamentu. I gdybym miał jednym tylko wyrazem prawo określić tę twórczość, to bym powiedział, że jest to twórczość temperamentu. On rozsadza każdy z tych wierszy, on się przelewa i wylewa poza każdy z tych wierszy z nich wszystkich czyniąc spójną całość. To nie jest suma utworów, to jest rozpisanan na poszczególne teksty indywidualność. Oczywiście do tej indywidualności potrzeba sie urodzić, i jak się już raz ktoś urodzi, to taki, co najpierw studiuje anglistykę, a potem zajmuje się lotnictwem obcego mocarstwa komunikacyjnego, pani Dulak w tym właśnie charakterze w Londynie spędziła długie lata życia. Ale czym się ten temperament przejawia?. Kiedy układa wiersze, a w nich rygory rytmiki, wersyfikacji, umie się dostosować do znanych kanonów. Kiedy za mistrzowski dystych, umiejętność układania po dwa, po dwa wysławia Stanuch, a już na końcu piórka miał niedopowiedziany komplement, że pewnie nauczyła się tego od Leśmiana, który był rzeczywiście mistrzem dystychu, bo dopatrzył się Leśmiana Stanuch u p.Dulak.

Oto wcale tak nie jest. Jej dystychy pachną po prostu ludową przyśpiewką: jak się te dwa krótkie wersy - niewersy złoży w jeden dłuższy. Dwieście tysięcy chłopskich przyśpiewek tak właśnie budowano. Gdyby ona z tą swoją osobowością urodziła się 200 lat temu, nie tylko nie miałaby prawa głosu, ani prawa do Heathrow, ale także nie miałaby prawa do nazwiska. Pisywałaby jędrne przyśpiewki tą właśnie doskonałą, bo doskonale wypracowaną wśród ludu jak otoczaki wypracowane w górskiej rzece, tą doskonałą strofą. Pamiętano by strofy, odmieniano by strofy, nie pamiętano by nazwiska. Jesteśmy spadkobiercami wielu anonimowych geniuszy. Bogu trzeba dziękować, że ludzie tej miary współcześnie mają nazwiska i uczmy się ich dobrze nazywać. Jest diabelnie konkretna. Tu gdzie ktoś by napisał kobieta albo góralka, ona wali imię, ona wali nazwisko, ona nie stroni od topografii. To plotkarskie wiersze. Gdyby ktoś nie wiedział na czym polega poezja i w wierszach szukał tylko informacji. Więcej. Ona się nie boi zdrobnień w tych imionach i nazwiskach, ona się nie boi ześmieszeń w tych imionach i nazwiskach, ona się wogóle nie boi niczego. O śmierci pisze nie jak romantyk z poezji..sentymentalnej, ona o śmierci pisze tak po chłopsku, jak o normalnym ludzkim, szorstkim losie, tak jak o kalectwie, tak jak o ubóstwie, tak jak o złej chorobie, tak jak o gorszości społecznej. Ona wogóle nie walczy. Ona opisuje świat. To czemu jest ważna? Bo opisuje świat sobą. Chwalono jej bogactwo leksykalne, bogactwo słownika jej gwary. Tu oczywiście, trzeba powiedzieć, że ja nie miałbym nic do zauważenia, gdybym si nie wczytywał w liczne i bardzo cenne słowniki p.Lebdowiczowej. Nie ma książki w Piwnicznej żeby pani swoich trzech groszy fachowych do tego nie włożyła. Ale wierzę, że są piwniczanie, którzy to rozumieją. Ja od pewnego czasu nauczyłem się używać słownika gwary piwniczańskiej p.Marii, także do czytania np.tekstów rusińskich napisanych i drukowanych w Słowacji, a jeszcze mi szumi zapomnianym dzieciństwem, bo to jest coś, co się w lingwistyce nazywa, prof. J.Barliński chętnie używa tego słowa - interdialekt - ponad naszymi dialektami wspólność, jednakże gwarowa a nie jeszcze literacka. Ona sobie to miejsce wybrała. I to jest lepiej niż pomaturalna dobra polszczyzna, choć gdy tutaj mówię tylko o bytach idealnych, gdyż pomaturalna polszczyzna Polaków jest polszczyzną fatalną. Wystarczy pójść na pierwszy, drugi roko dowolnej uczelni i posłuchać jak nasi rodacy mówią nie w naszym ojczystym języku, uważając to za dyplomowany język polski. Ona nie musi, bo ona niczego nie musi. Nie sprawdza żadnej poprawności, jest suwerenna na każdym polu. Chwalono bogactwo języka gwary. ale to bogactwo wynika z jej konkretności. Rzeczywiście. Jeżeli ona opisuje chałupę, opisuję ją dokładnie jak Reinfuss, ale nie musi się trzymać jego języka, ponieważ wystarczy, by sie trzymała swojego. Czytelnik powie, ależ to bogactwo języka! Przyjdzie niejednemu do głowy - może to szkoła Leśmiana? On też był taki przebogaty leksykalnie, on był neologista. Polonistyka przeżyła przygodę z Leśmianem. Dwa pokolenia uważano (kto czytywał wogóle jakieś leśmiany) że to mistrz neologizmu, po czym okazało się, że wszystkie jego ważne niby-neologizmy były znane w starej polszczyźnie, osiemnastowiecznej polszczyźnie. Uczeni poloniści po prostu za dużo siedzieli w kawiarniach, za mało siedzieli w Lindem i kiedy, poza tym tutejszym przyzywającym nas raz do roku, zaczną czytać panią Krystynę Dulak, też będą biegali od słownika Karłowicza do słownika Lebdowiczowej, a jak wybiegają co trzeba, zrozumieją, że ona po prostu pisze swoim światem, pisze bogatym językiem, bo to jest bogaty język bogatego swiata, świat, który nie prosi, by akceptowali go inni, lepsi i wyżsi.

Trzy czwarte fascynacji słowami Krystyny Dulak to fascynacja nie tylko rzadkimi wyrazami, rzadkimi ich rdzeniami, ale to fascynacja tym, jakież to sufiksy, przyrostki, przedrostki, wrostki, międzywrostki można sprawić słowo bardzo potoczne,  albo bardzo niepotoczne. Ona tu sie zachowuje suwerennie i  przypuszczam tej suwerenności nie można wziąć z wewnątrz wsiowego obiegu językowego, prawdziwy obieg gwary jest obiegiem wewnątrz wsi, bo obieg jest na tyle zamknięty, na ile wieś. Kiedy sobie dzisiaj przypominamy coś sprzed wielu dzisięcioleci, to przecież własną wieś, własne nasłuchanie się języka, który dopiero potem przyrastał do polszczyzny ogólnej, do słowacczyzny ogólnej itd. Ona tworzy sufiksalnie, ona tworzy dziką, rozbuchaną, dżunglową morfologią setki nowych wariantów często na jednorazowy użytek. Potrafi wygrać rygor w tekście, realizuje wyłącznie siebie. (...) Pewnie za jakiś czas, i to raczej długi będzie trzecia książka. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to będzie taka sama. Nowe teksty, nowe spojrzenia, ale ta sama indywidualność. I gdybym był człowiekiem Piwnicznej, to bym nie radził przynaglać, do trzeciej książki zachęcać, mówić, że stać nas na szesnastostronicowy tomik.

Trzeba czekać.

Co się stanie, kiedy ona przysyłająca do kraju wiersze, przyśle tekst słabszy? (...) Znosic to z godnością i drukować z takim samym respektem. Jeśli ona znajdzie, a musi znaleść, pohory i wiry na swojej drodze, musi je przełamać sama siłą talentu. Co zostaje czytelnikom, co zostaje Piwnicznej, tym dziesiątkom przysiółków lokalnych opisywanych przez nią? Cieszyć się, że jest ktoś taki i mieć  poczucie, że jeżeli coś po nas zostanie, to literatura, pod warunkiem, że dobra i  że niekoniunkturalna. Obie te zalety posiada twórczość Krystyny Dulak.

 

 ****

Wanda Łomnicka-Dulak;    Wstęp do Skoszonego czasu 2004

   Parafrazując tytuł jednego z wierszy Krystyny Dulak ,,Kaziuroscyn ogródek'' chiałoby się powiedzieć, że otwierając nowy tomik nadpopradzkiej poetki mamy okazję wejść do cudownego ogrodu porośniętego kwiatami słów. Te słowa układają się w bukiety, zdawałoby sie zwyczajne polne kompozycje, ale w tym właśnie tkwi ich urzekające piękno. Te słowa - jak autorka pisze - ,,rózane obrozki'' nie mają w sobie ani odrobiny sztuczności, ani chłodnego wykalkulowania efektu jaki wywołują u czytelnika. One wypływają perliście, potoczyście aż z samego dna serca, z zapamiętania się w dzieciństwie, z zachwycenia, zachłyśnięcia cudem  tamtego odchodzącego świata. W tych wierszach słowa nie stoją grzecznie w kolejce do czytelnika, słowa wirują liściem z buczyny, wpadają przez okno szumem lasów na Kicarzy, pachną wiosenną wonią dziadkowego sadu, niosą się z głosem kościelnego dzwonu, srebrzą na wodach Popradu w noc miesięczną.  Są takie stąd a zarazem takie z daleka, a głębi wyobraźni, przeżyć i wzruszń.  Niekiedy pojedyncze potoczyste słowo, niekiedy cały obudowany w obraz wers, niekiedy cały dźwięczący wspomnieniami utwór - napełniają odbiorcę głęboką nostalgią. Piwniczańska poetka nie waha się prowadzić czytelnika w rejony wcale nie romantyczne; w świat biedy, ubóstwa, kalekiego życia.  Czyni to jednak z takim pochyleniem nad skrzywdzonym losem, że wrażliwy człowiek bez wzdragania się postępuje śladem ,,kalictwa''. Idzie, choć tamten świat rani wspomnieniem, choć portret nie jest malowany delikatną kreską, opis nie oszczędza czytającego.  Może jest też pewnym samooczyszczeniem dla autorki i czytelnika.

...I dziś kiej mi cięzko, śpacyrując deptakiem 

w tamtem kiedysiejsem, skaliconem widoku

pokrzepiom swe serce.

Oprócz bezcennego ładunku lirycznego mają te utwory także wartość wymierną, dokumentującą opisane postacie: Maryny z kufrem, kobziorza, Halusie, Baranecki i tylu innych od lat spoczywających gdzieś pod krzyżem cmentarnym, dostępujących jednak przedłużenia życia w strofach poetki, która obserwowała ich ,,skalicony'' los serdecznymi oczyma. 

Krystyna Dulak nie lęka sie tematów trudnych:

Rusi moja połemkowska

wiatr o tobie w jarcu kłoskach

śpiywo, nuci, pobrzękuje

wysiedleniem ocy kłuje

Nie upiększa też nadpopradzkiego świata, ale pisze o nim w sposób niepowtarzalny, epicki, przywodzący na myśl strofy wieszczów chorych na tęsknotę za ojczyzną;

ziemio piwnicańsko, niewdzięcno makato

zaległaś mi w sercu gorycną zapłatą...

czy w słowach

wyjmij Pani z oczu koronkowe wzgórza,

wymaż nazwy z pamięci niech myśl nie powraca

i od kamieni nagrzanych z ojcowskiego podwórza

niech ją w stada chmur zapędzi  zamyślony Baca

                                          i niech nie wraca

Ogromnym walorem wierszy zawartych w tomiku jest niesłychane bogactwo gwarowe, całymi naręczami kwiatów - słów czerpanych z gwary obdarowuje czytelnika poetka rodem znad Popradu.  Te słowa są jak kwiaty malw koło domu dzieciństwa; dostojne, piękne, wyraziste w obrazowaniu, pełne godności, pnące się ku światłu - malwy zarośnięte dziś zielskiem słów pospolitych. Znowu znajduje potwierdzenie polne piękno tych wierszy. Polne w znaczeniu najszlachetniejszym, różnorodne jak łąka  mieniąca się barwami gdzieś na Baniach, po prostu cudownie zwyczajna.

Jak to dobrze, że w polnym ogrodzie Krystyny Dulak zakwitają niepowtarzalne metafory, nie więdną, ale ożywają zapomniane kwiaty gwary przywołane echem z dalekiej krainy pamiętania. Jak dobrze, iż ogród ten zaludniają postacie, które dawno odeszły z nadpopradzkiej krainy. Tak to autorka ,,Nadpopradzia'' w sposób wszechstronny ocala świat swego dzieciństwa rozciągnięty między Łomnicą, Zawodziem a Piwowarówką, ale także ocala mikroświat czytelnika skrywany w zakamarkach pamięci. Ocala na długo, długo. Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki ratuje coś bardzo cudownego, bajkowego przed przemijaniem.

I do dziś tak lubie siedzieć przy śparchycie

wierchomniańskich lasów buki potrzaskują

i juz na nowy smentorz przenosi sie zycie

kowole po kuźniach nowe casy kują...

Siądźmy więc w nowych czasach XXI wieku przy ,,śparchycie pamięci'' i grzejmy serca zziębnięte od nowoczesności, grzejmy ogniem płonącym w ponadczasowych strofach Krystyny Dulak.

 

                                                   Wanda Łomnicka-Dulak

***

Stanisław Stanuch  posłowie do Skoszonego czasu 2004

   Powiada się, że jedyną ojczyzną pisarza jest język. Twierdzenie to sprawdziło się wielokrotnie i dla potwierdzenia jego prawdziwości można by przytoczyć wiele nazwisk. Jeżeli tak, to jakim językiem pisać, gdy los zatopił nas w morzu londyńskiej angielszczyzny? Jeżeli chce się być poetą prawdomównym, a więc autentycznym - powinno się sięgnąć do języka dzieciństwa. Autorka niniejszej książki dzieciństwo spędziła w Dolinie Popradu, w biednej, ale jednej z najpiękniejszych okolic w Europie, a może i w świecie.

    Cofając się do tego odległego, niekiedy już zamierzchłego czasu, gdy krajobraz, rodzice, rodzeństwo, sąsiedzi, a także zwierzęta kształtowali wyobraźnię, wartości, postwę życiową, pojęcia zła i dobra; wydobywając z cienia gesty, odezwania, słowa, melodie, zapachy, rytmy, przeżycia, śmiechy i płacze - nie sposób tych wszystkich zjawisk nazwać inaczej, niż posługując się gwarą, jaką mówiło się w dzieciństwie, a jeszcze dzisiaj można ją usłyszeć w Dolinie Popradu.

    Krystyna Dulak debiutowała w 1985 roku tomem ,,Nadpopradzie'', za który dostala nagrodę imienia Stanisława Piętaka.  Jej pierwszym krokom patronował sam Jalu Kurek pisząc do ,,Nadpopradzia'' Posłowie. Słowo Wybitnego Poety dalekie było od galanterii i modnego dzisiaj wielosłowia, za którym kryje się brak jakichkolwiek kryteriów.  W opinii tej zakreślone zostały granice ustanawiające własne, odrębne miejsce dla  twórczości tej autorki we współczesnej poezji polskiej.  Jalu Kurek wyznał; ujęła mnie z miejsca, wręcz urzekła - soczysta krzepa językowa, bujna obrazowość, oryginalność i uroda wyobraźni u nieznanej autorki.  W ustach tego poety stwierdzenie, iż był start od razu dojrzały i można tu chyba mówić o wybitności brzmi wiarygodnie.

    Poetka jako młoda dziewczyna, studentka anglistyki, po wyjściu zamąż znalazła zatrudnienie w London Heathrow Airport, gdzie zresztą do dzisiaj pracuje. Wydawać by się mogło, że wielkoświatowy blichtr, pomieszanie rozmaitych kultur, oszałamiający przepych i bogactwo - porwą młodą dziewczynę, zaimponują jej i przekształcą w ,,artystkę światową'', producentkę szlachetnych, ale wypranych z treści ogólników, jakie czytujemy czasem w prasie.  Tymczasem poetka pozostała sobą, nauczyła się oddzielać prawdę od pozorów i w Anglii zaczęły powstawać wiersze pisane ....gwarą.  Była to decyzja bardzo odważna, gdyż niosąca w sobie niebezpieczeństwo zamknięcia tej twórczości przez krytykę w szufladce z napisem ,,twórczość ludowa'', w domyśle: prymitywna, niższych lotów.  Niebezpieczeństwo to dostrzegł Jalu Kurek, wykrzykując natychmiast: Nic tu z ogranej piosenki ludowej, z pohukiwań juhasów, z nieporadnej tromtadracji.

    Pierwszy tom młodej poetki spotkał się z żywym przyjęciem, pisarze i krytycy dostrzegli w wierszach debiutantki wiele aspektów wyróżniających ją na tle współczesnej poezji polskiej.  Tadeusz Olszewski w ,,Tygodniku Kulturalnym'' pisał: Krystyna Dulak, posługując się konkretem dokonuje ogromnego, wielopłaszczyznowego zapisu góralskiej psychiki, a także wynikającego z niej obyczaju, wierzenia, etosu pracy i życia. (....) jest to przy tym poezja zrodzona z tęsknoty do ziemi ojczystej i poczucia nieustającego z nią związku, dumy z własnego rodowodu. Zaś Stanisław Aniserewicz zauważał: Ból istnienia, towarzysz ludzkiej rzeczywistości, dramatyzuje bezwolnie treść i rdzeń wierszy, przez co wyzwala je z objęć regionalizmu, przerasta go i ubiera w ogólnoludzkie, filozoficzno-religijne ramy. Niemniej gorąco witał poetkę pisarz Włodzimierz Wnuk.

    Sięgając dzisiaj po wiersze składające się na drugi tom piwniczańsko-londyńskiej poetki, szukamy kontynuacji, ale i wzbogacenia wątków znanych z ,,Nadpopradzia''.  Uważny czytelnik dostrzeże trzy osobliwości tego nowego tomu poetyckiego: a) namiętny dialog ze światem i ludźmi swojego dzieciństwa oraz młodością spędzoną w Piwnicznej; b)konsekwentne posługiwanie się lekko tylko zmodyfikowaną gwarą, używaną w zakątku Sądecczyzny położonym wzdłuż brzegów Popradu (blisko słowackiego Spisza); c) trzecią osobliwością jest sama poetka, sięgająca do tych środków wypowiedzi, mimo iż mogłoby ją od tego odwodzić wykształcenie, znajomość świata oraz fakt, że większą część życia spędziła w Anglii.

    Poezja Krystyny Dulak jest żywym przykładem buntu przeciw nieautentyczności współczesnego świata. Środowisko, w którym żyje człowiek współczesny, staje się coraz mniej naturalne. Zanikają więzi rodzinne, międzyludzkie i regionalne. Coraz słabszy wpływ na postawy ludzkie ma natura i tradycja, a coraz silniejszy umiejętne manipulowanie modami.  To co zostało wypracowane przez wiele dzisiątków czy nawet setek lat, ustepuje miejsca rozmaitym, krótkotrwałym nowinkom.  Przede wszystkim zaś bogactwo językowe w coraz mniejszym stopniu używane jest do porozumiewania się ludzi z ludźmi.  Coraz częściej do prymitywnego kontaktu wystarczą bełkoto-odgłosy, pojedyncze słowa, a nawe sylaby czy gesty. Tak spreparowany człowiek zapomina o odziedziczonych wartościach, które uczyły go jak ,,być'' i pozwala się uwodzić błyszczącemu kolorowo ,,mieć''.  Literatura współczesna nie dostrzega jakby tego niebezpieczeństwa, mimo iż największemu skażeniu podlega główny jej budulec - język. Degradacja języka współczesnych Polaków zaszła tak daleko, iż przenika nie tylko do gwary młodzieżowej czy żargonu dziennikarskiego, lecz także do utworów literackich.  Co gorsza to niebezpieczne zjawisko wśród krytyków znajduje proroków i apologetów - uznających to co chore za śpiew przyszłości.  Tymczasem słabe zakorzenienie sprawia, iż człowiek współczesny jest coraz bardziej uzależniony od techniki i cywilizacji, niosących z sobą nieograniczone możliwości w zakresie informacji, łączności, wygód, ale osłabiających jego siłę życiową. Ta niesamodzielność będąca siostrą bezradności - bez busoli wartości, bez latarni czy gwiazdy tradycji - zmienia się w uznawanie tylko tego co łatwe, w błąkanie się, a czasem w zagubienie, w skrajnych zaś wypadkach nawet w fascynację złem.

    Nasi krytycy chętnie podnoszą zalety autorów wprowadzających do wierszy język kolokwialny, nazywając ich eksperymentatorami. Na to wyróżnienie - jak dotąd - nie może liczyć ktoś próbujący świadomie wzbogacić język współczesnej poezji gwarą.  Częste w twórczości współczesnych poetów wykorzystywanie motywów dziciństwa, doświadczeń snów Krystyna Dulak postanowiła rozszerzyć przez wyrażanie ich nie językiem literackim zbanalizowanym i wytartym, ale językiem dzieciństwa i młodości czyli gwarą. Trudno takiemu rozumowaniu odmówić konsekwencji i logiki.  W rezultacie powstała poezja konkretna, oświetlająca wartości i prawdy, niestety, rzadko obecne w naszym codziennym zyciu.

    Dłuższe obcowanie z wierszami Krystyny Dulak pozwala odkryć wszystkie uroki jej poezji.

Zwróć mi Kasiu taki wrzesień

taką wiosnę, taką jesień

Bieli, bieli się fasola

już adwentem ciągnie z pola ... (A kiej w sobie już przejrzeje)

     Autorka zdała sobie sprawę z tego, że świat, do którego tak tęskni, który ją ukształtował, wskazał jej co jest w życiu ważne, a co nieistotne - wskrzesić można tylko w obrazie, w metaforze - w słowie poetyckim. Szczególnie wyrażnie widać to w inwokacjacj rozsianych wśród jej wierszy:

Wzywo mie moja dusa, wiater mi skrzydła przypina

Jaśminy przy Świetlanie...klaśtornie i tajemnie

w śtachetkach pyscki susą, śmieją sie z cicha ze mnie

ze dziś pół wieku późni, poprzez Europy gronie

pamięć sie we mnie jorzy na zawodziańskiem hań zogonie

A choć paświska w Kicarzy zarosły innem wiekiem

stale sie tamte półdnia wprosają pod powieke

kiedy sie cas przy krowach tak przeboleśnie dłuzył   (,,Chocholik'')

    Czasem odczuwa potrzebę ,,sprawdzenia'' tożsamości swojej tęsknoty u rzeczywistych lub wyimaginowanych krajan:

Powiydz mi Stasieńku z tamte strony wyspy

jakiem to widokiem lgło do ciebie Zowodzie

Cy tak ja mie po latach w sercowe zachłysty

brało i twoja duse w widoków pochodzie.     (Stasieńkowa wyspa)

Krystyna Dulak, jak każdy przwdziwy poeta, jest wymagająca wobec czytelnika - chce rozmawiać tylko z takim, który lubi się zastanawiać nad tym, co czyta i nie boi się utrudnień w lekturze, jakie stwarza gwara.

Nie łostała po babci ani jedna pamiątka

ani strzępuś z chuściny,  ani ochrup z kiyrpca

nie złuscuła sie w aktach na ceś babcie piecątka

nie skrusało lusterko z odpustnego serca 

                                                (A kiej w sobie juz przejrzeje)

    Tylko taki czytelnik zdolny jest dostrzec wszystkie subtelności, ironię czy humor towarzyszące Poetce w wędrówkach przez świat dzieciństwa, w piękno tutejszego krajobrazu i utajone, niepokazowe piękno tutejszych ludzi.  Nie jest w tym - jak to się czasem zdarza we wspomnieniu - bezkrytyczna.  Potrafi w świecie, za którym tęskni, dostrzec również mimowolne czy zamierzone okrucieństwo:

Ziemio piwnicańsko, obłudny kobiercu

Cyś świadom morderstwa na Pietrowem sercu

Kiej śród orgie kolorów, pod paletą słońca

Strach przed samotnością zycie zeń wytrącoł     (Pietro)

      Bohaterowie wierszy Krystyny Dulak to najczęściej ludzie biedni zarówno pod względem materialnym (ubóstwo) lub fizycznym (choroby), niepełnosprawność, starość. Próbują oni to swoje życie wzbogacać wartościami moralnymi, wrażliwością, przymiotami osobistymi, humorem lub ironią w stosunku do siebie i do losu.

Tam swe zycie odmiyrzoł kabłąkami słońca

dzień po dniu zywota w letni Poprod strącoł

jakby nie był kalika, jeno równem widokiem

pojuł chorą źrenice - Jak panowie, gazdy

ten som ołtorz widzioł i niebo i gwiozdy

A ta klapa na łoku, corne łoszpecenie

to takie jeno w łocaf ludzkie przywidzenie

                                                (Stasieńkowa wyspa)

    Swoim portretom nadpopradzkich krajan, często już nie żyjących lub wyłączonych z ,,normalnego'' świata przez swą niepełnosprawność, poetka dopisuje zjawiska, zdarzenia, czy ,,przygody'', dziejące się na naszych oczach, nadając im walor aktualności. Narracja w tej poezji rozwija się iście epickim rozmachem i pozornym ,,obiektywizmem'':

U Michała na przysadziu zrosła willa w śtyry piętra

A mie tamta chołpka z kozą pod strochliwe serce wpięta

Ze tak mozno zywot zedrzeć, zmarnieć, skruseć jak te błota -

borowiny, co nie wobią. Konający las w suchotach

                                                            (Smydów łozek)

Stanisław Aniserewicz zwracał w swojej recenzji uwagę na charakterystyczny dla Dulak sposób narracji: Bólu wiersz nie ukrywa. Odsłania rany i blizny ciała i duszy, w wyniku zmagań z otaczającym światem natury - ale ich nie rozdrapuje. Wprost przeciwnie - łagodzi je i okrywa baśniowym szalem. Ujawnia nam nędzę, biedotę, okaleczenia i upokorzenia ludzkich krasnoludków, nie zmieniając ich w karły. Podkreśla ich nieszczęsną dole litościwie, jako coś nieodzownego, wywołującego gromadny wyrzut sumienia...

Ty co cie krzcili w chołpie, boś tako był słabizna

dźwigos niejeden ból świata w pokuruwanych bliznach

i pamięc jesce dobro i ręce nie dygocą

i ocka ci sie świarnie spod cieżkich powiek złocą     (Chocholik)

Albo:

Na suchoty padła młodo, choć młodości nie zaznała

tyle co Wicusia w pore w łonie swem wykołysała...

Nie zaznała ni festynu, ni młodości, ni zywota,

ręce wielkie, praniem cyste co w niedzielnych módl-zaplotach

pomieściły i różaniec i chustecke we dwa ślacki

pół złotego na ochwiare za niedzielne dopiyracki

poskładała jak dwa płaty, z ram wypadłe porcelany

we wiecystem odpocynku na niebieskich zórz falbany...

                                                                   (Smydów łozek)

    Obrazy nędzy czy ułomności ludzkiej nigdy nie nabierają zabarwienia sentymentalnego, jak zdarza się to czasem u mniej wytrawnych poetów, ale zgodnie z prawem epiki przenikają się z tonem balladowo-baśniowym.

Nie brali cie nigdy gazdy do kościoła

to i ksiądz sie zoden o cie nie upomnioł

Zoden głos do ciebie o miłoś nie wołoł

I zodne bzu gałązki ci nifto nie przygiął

Przeganiałam i jo bydło nase twem ślakiem

Wyposałam i jo moje myśli w Potoku....   (Smydoski Anioł)

    W trakcie lektury odnosimy wrażenie, czy nie opowiada nam jakiejś legendy, dopóki narrator napomnknieniem czy aluzją nie zasygalizuje, że opowiada historię zasłyszaną lub z własnego życia. To rózni też metodę Krystyny Dulak od ,,bajdałów'' Leśmiana czy ,,powsinogów'' beskidzkich Zegadłowicza, będącymi postaciami jawnie fikcyjnymi, zrodzonymi z wyobraźni. Po prostu autorka zderza realną rzeczywistość londyńsko-piwniczańską ze wspomnieniami, tęsknotami tworząc z nich gęstą narrację będącą kładką, po której przechodzi się do świata wartości zasługujących, abu trwały wiecznie.

Powiydz mi Stasieńku cy przez jedną źrenice

świat sie lepsy widzi niz przez łoców dwoje?

Cy słodse i źródlańse piwnickie krynice

widziały sie tobie kiejś sed na wypoje

Przybądź tą źrenicą do me tęskne duse

Moze tamten widok z martwości poruse     (Stasieńkowa wyspa)

    Miejsce twórczości Krystyny Dulak we współczesnej poezji polskiej określają dwa nazwiska: Bolesława Leśmiana i Mirona Białoszewskiego.  Zapewne Poetka była ich uważnym czytelnikiem.  Leśmian nasycił wiersz polski baśniowością i wyobraźnią, a Białoszewski dowiódł, iż aby stworzyć język wyrażający prawdę, trzeba czasem nawet rozbijać słowa i  z roztrzaskanych cząstek składać nowe calostki oddające, to co poeta pragnie przekazać czytelnikom.  Podobne bogactwo znaczeń zawierają wyrażenia gwarowe używane przez Krystynę Dulak. Wysiłek ich odgadnięcia pozwala czytelnikowi glębiej i szerzej poznawać otaczające nas życie.

    Prawdziwy kunszt poetycki Krystyny Dulak szczególnie mocno uwidacznia się w dystychu, czyli dwuwierszu, który pod piórem prymitywnego lub po prostu kiepskiego poety najczęściej przeradza się w męczącą katarynkę.  U Dulak dystych zawsze szlachetnym i poslusznym środkiem wyrazu:

Śniło mi sie śniło na ziemskiem padole

Ze mi krzesneojce zapisali pole

        Śniło mi sie śniło nad wodą przy młynie

        Ze mi krzesneojce zapisali skrzynie

Śniło mi sie śniło w sosieńkach nad Źrołkom

Ze mie krzesneojce obdarzyli chołpkom        (Halusine pieśni)

Czytelnik, który wgłębi się w tę poezję, w przedstawianą przez poetkę galerię ludzi starych i niepełnosprawnych skazanych na życie w niezrozumiale okrutnym dla siebie świecie, a jednak ustawicznie poszukujących i spragnionych zrozumienia w naszych oczach - pokocha bohaterów tych wierszy.

                                                                        Stanisław Stanuch


Góralskie słowa - posłowie Krystyny Dulak-Kulej do tomiku                                Zielonej Łaski pełne Wandy Łomnickiej-Dulak

 

   Tomik Zielonej łaski pełne, jak wszystkie poprzednie tomiki Wandy Łomnickiej-Dulak, spływa na czytelnika ożywczym, modlitewnym strumieniem w dziele pokochania górskiego życia po obu stronach tęczy. Moje Nadpopradzie, ziemia matka ciemiężyca wyorana do jutrzenki, wyzbierana do księżyca, spłachetek ziemi, który dzielę z Poetką, moją stryjeczną bratową, doznaje dzięki poezji Wandy Łomnickiej-Dulak odciernienia pokorą, pojednania wybaczeniem, nasłonecznienia miłością ponad skaleczeniem.

    Ziemio piwnicańsko, wołamy obie do niej, ale gdy ja jej wypominam obłudny kobiercu i niewdzięcno makato zaległaś mi w sercu niewdzięcną zapłatą, Wanda śpiewa jej urodę: nojpiykniejsy w świecie haftuwany kwietnom tęcom zielony gorsycie. Ja wciąż ją pomnę, jałową, potokami zrytą i potem w paciorkach herbietu ojca omytą - Wandzie Dulak - ona

     w warkoc pól jarcanyck wploto modre stązki

      na ramieniu gór kladzie biołyk chmur łoktuski

Moja ziemia wygliniora, ziemia zdradziel, ziemia mara, dla Wandy

       Stale równo piykno cy wiosna rozkwito

        Cy lato urodne drzymie w kłóskach zyta

 

 

 

Wtedy gdy ja sie modlę: wyjmij Pani z oczu koronkowe wzgórza, wymaż nazwy z pamięci, niech myśl nie powraca, Wanda tej ziemi wyznaje miłość dozgonną pokla mie stanie

 

 

       Moja ty górsko ziemio na mapie serca cie sukom

       I z te miłości do ciebie sprawiom sie jedlom, bukom

    Jednako atoli zakochałyśmy się w pramowie Nadpopradzia, wierząc, że tylko w niej da się wyrazić złożoność ducha tej ziemi, od liryzmu do tragizmu, od miłości do mściwości, od skrzypiec po siekierę. Mowa tu o mocy słów - obrazów, wyrażeń, porównań przeniknionych i podświetlonych czarnogóralskim światem do granic nieprzekładalności na inny język. Bące to nieślubne, ale kochane dziecię, wcale nie bękart; tęsknoś, tęsknica, hankor, banuwanie to coś innego niż tęsknota, żałobnica to więcej niż żałoba czy smutek, zywina to bydło, ale w symbiozie z żywobyciem człowieka.

     Pełni również poezja Wandy rolę chwalebnie służebną wobec gwary, bywa, że jedno ocalale jak diament z popiołu słowo, że jedno ziarno w plewach nowomowy inspiruje autorkę do wiersza, felietonu czy zwrotki: wynurcić duse, kozusek dorni, cyścowe klepisko, skołcałe łod mrozu to słowa podsłuchane, pozbierane z góralskich warg i oczu i misternie wplecione w tekst na wieczne przetrwanie.  Wanda Łomnicka-Dulak uświadamia, udowadnia, że duch tej ziemi,

      małego skrowka nase łojcyzny

     dzie sie do nieba styrmiom hole

przeniknął, sprzągł się z mową czarnych górali w sposób nieprzetłumaczalny na język literacki.

     Wiersz Prymista, w którym się skrzypce łopłakały a wiater w bukak na groniku, sekunduwoł jem, po cichu, w którym Jasiek w rekruty rusoł, w ktorym skrzypek ręke zawiesiuł jak jastrząb kiej nad dolinom stoi, jest Prymista tego wymownym przykładem. 

Czarnogóralskiej, nadpopradzkiej wsi, którą postęp techniki coraz szybciej zrównuje z miastem, Poetka, sobie jedynymi metafory, skutecznie wyszywa  duchowy, oryginalny przyodziewek, pod którym staropolszczyzna i sum wiatru w skrzypcach słów, podają sobie rymy.  Długo jeszcze będą na łące mojej wyobraźni pasły się jej słoneczne konie, jej konie cichości, co wiezły Dumaca z Łopusne na łopuśniański smentorz.

    Na moim życiu wypaliła ta ziemia piętno bolesne; skapany żywot ojca, zniewolona młodość matki, przeharowane dzieciństwa, zatopione żniwa, poderwane drogi.  Noszę zatem widoczną zadrę w sercu wypominając wywianuwałaś mie ziemio gorycą i ostem i choć mi dzisiok światowem pokostem sie przychlybios, nic z tego. Mój nieutulony żal do tej ziemi łagodzi piórem nie mentorskim a uduchowionym, poezja Wandy Łomnickiej-Dulak.  Autorka i jej bohaterowie, jej ludzkie kwiaty, w odróżnieniu od moich, -  dla których Nadpopradzie to czyściec - harendują swe życie liryczniej, bliżej Boga.

W przemodlonych z babcią zachodach słońca, z ciepłem dziadkowej dłoni we włosach, uczą cnoty pokory bez rezygnacji, cnoty miłości bez poddaństwa.  Dla kogoś kto pokaleczony tą zdradną krasawicą wybywa w świat, dla kogoś komu inna ziemia daje chleb i przyjaźń, dla kogoś kto przelotnym ptakiem szamoce się w jej światłocierniach, poezja Wandy Łomnickiej-Dulak stanowi ostateczną pieczęć i autorytet, że trzeba wznieść się ponad jej zdrady, że trzeba ją kochać bezwarunkowo, bo nosi ona w swych płucach zamysł Najwyższy.  Wiersze te są zatem swoistą modlitwą, gdzie zachwyt i pokora, gdzie żal i przebaczenie w zaślubinach gór, wody i nieba zlewają się w harmonijny ołtarz miłości do życia.

Nim się zatrzasną w izdebnych gablotach

nim pod wiekami trumien zamrą na niedomodlonych ustach

nim je sprzedawczykowie przekupni juz nie naszych odpustach ....

- góralskie słowa

niechaj sie pasą na wyszywańcach twych wierszy - ślicota

na miedzach moich małych uniesień

gdy krzak dzikiej róży i kiedysiejsze jagody skuła jesień

Niechaj sie pasą na łąkach Dumaca

i Jego uśmiech niech przydają światu

a tych co nad percią wołają ratuj

niech im słów Owczarek* myśli ponawraca

 

*ks.J.Tiszner

 

Krystyna Dulak-Kulej

Anglia grudzień 2003

 

 

Stanisław Aniserewicz

 

Oczarowany Pani poezją – piszę,co myślę,o jej jasności, promieniowaniu, impakcie, jaki wywiera – potokiem słów płynących z serca, duszy i myśli, wartkim, rwącym prądem; obfitym, prężnym, jędrnym, oryginalnym w falowaniu rytmu, rymu i melodyjności regionalnego otoczenia.

 

Słyszałem na posiadach wypowiadane przez Panią wiersze – specjalnie dobrane dla ogółu słuchaczy, tętniące krzepą, energią i żywotnością i naturalnością; Popradu – Nadpopradzie – oprzędzone nićmi wspomnień wijących się na kołowrotku pamięci i tęsknoty.

 

,,Z obfitości serca mówią usta’’

 

Z obfitości serca wylewa się i rozlewa strumień słów.  Obejmuje szczodrobliwie czytelników, bez wysiłku, jak gdyby nie mógł się pomieścić w mózgu i sercu autorki.  Rozjaśnia  hunorem, który przenika i opromienia życia codzienność, życia bolesność.

 

,,Dobry człowiek ze skarbca dobrego – dobre wydobywa rzeczy’’

 

Nie można się dopatrzeć w wierszach uprzedzenia, jednostronnego nastawienia do napływowego elementu innowierczych ludzi, letniskowych przybyszów.

Poprad płynie i chociaż zabrudzony, zmącony na kilka miesięcy, oczyszcza się i odpiększa, unaturalnia, jakkolwiek plamy zamuleń zostawiają swoiste piętno – nie naruszając głębszych – od dziecka wytłoczonych nauk i rad, słowa żywego, wiary Ojców, ich mądrości, pouczeń i moralności.

 

,,Jam nie z soli, ani roli, ale z tego, co mnie boli – wyrosłem’’

 

Ból istnienia, towarzysz ludzkiej rzeczywistości – nie jest Pani obcy.  Nadaje, oddaje dogłębnie, dramatyzuje  bezwolnie treść i rdzeń wierszy, przez co wyzwala je z objęć regionalizmu, przerasta go i ubiera w ogólnoludzkie, filozoficzno-religijne ramy.  Odkrywa wewnętrzny Swiat duszy i serca autorki, w której miłość Matki-Ojca-rodziny, ziemi ojczystej, tradycji, ludzi i Boga jest źródłem natchnienia.

 

Bólu wiersz nie ukrywa.  Osłania rany i blizny ciała i duszy – w wyniku zmagań z otaczającym światem natury – ale ich nie rozdrapuje.  Wprost przeciwnie – łagodzi je i okrywa baśniowym szalem.  Ujawnia nam nędzę, biedotę, okaleczenia i upokorzenia ludzkich krasnoludków, nie zamieniając ich w karły.  Podkreśla ich nieszczęsą dolę litościwie, jako coś nieodzownego, wywołującego gromadny wyrzut sumienia za indywidualne grzechy i słabości jednostek.

 

Walka człowieka z naturą – z Matką Ziemią – o chleb jest pokazana, przepuszczona promieniami sympatycznymi*  przez pryzmat mitologiczny metamoriozy i bajeczności.  Człowiek wydziera ziemi soki, a ona w zamian wysysa soki z mięśni, ramion, rąk i nóg czyniąc je konarami, pokręconymi korzeniami, które w miarę starzenia  gotowe są do uschnięcia w głąb.

 

,,Gdybym mówił językami ludzi i aniołów a miłości bym nie miał, byłbym jak miedź dźwięcząca albo cymbał brzmiący’’

 

Miłość mieszka w wierszach.  Usprawiedliwia, wygładza, wycienia ciemnie duszy ludzkiej.  Wydobywa jaśnienia, odkrywa piękno świata.  Ujawnia nam potencjał talentu który w ,,poemacie’’ wychodzi poza ramy regionalne, a wkracza w ogólno-ludzkie.

Wiersz – nie skarga uduchawia, pieści w dotykach miłosnych treść, a miłość sama jak gdyby zdławiona, ściśnięta, przytłumiona rozszerza się i rozlewa – katolicka – wyrosła w wierze ojców, w moralności i etyce chrześcijańskiej.

Nie skarży się, a wzdycha, tęskni, miłuje, współczuwa, usprawiedliwia i wypomina.

,,Lo tego dziwny smentek nie schodzi Panu z lic

bo w ludziach serc nie widzi,

ze cłowiek lo cłowieka ni znacy dzisiok nic’’ – że chudoba ogrzewa, ociepla, Boże Dzieciątko, okazuje ludzkość.

,,ścisko ją pod sercem kiej patrzy na  wos tułacy’’ – modli się do Matki Bolesnej o powrót do ojczyzny, cieszy się, że dała nam Pastyrza – Pielgrzym nad Pielgrzymy – zaciska serce, nie mówmy – ale se pomyślijmy.

 

Dla nas odciętych od Ojczyzny, od Żywego słowa i języka, którym wojna wydarła możność wzrastania, dokształcenia, oddychania w atmosferze swojskiej, potrzebna jest i konieczna wiara w potencjał, w wartość wewnętrzną młodego pokolenia.

Wiara, że z gór natchnienia spływają wody do Matki rzeki Wisły, która wchłania w siebie i roznosi po Polsce fale talentów – wartości ludzkie wzmacniające, wzbogacające dusze narodu, odzwierciedlaną w Solidarności, w wierze w Boga, w miłości Ojczyzny – uwalniającą niewolników grzechów do wiecznego trwania, do miłowania nawet nieprzyjaciół.

 

Zakończam uwagi, rozważania, refleksją, że ,,Iskry’’ zamienią się w płomienie natchnienia, które wzbogacą nas nowymi myślami i rozsieją je w jałowych polach poezji na zbożny plon.

 

Stanisław Aniserewicz

Anglia. 1985

*przychylne, współczujące (wdarł się tu Autorowi anglizm od słowa sympathy =przychylność, współczucie -  tzw. fałszywy przyjaciel bo sympatyczny po polsku to co innego niż sympathetic po angielski)